Kultura
Proletaryat: Mamy jeszcze dla kogo grać (wywiad z "Olejem")
Proletaryat jako ostatni zespół reprezentujący ciężkie brzmienia zakończył koncertowy rok 2011 w klubie "Luis" w Ostródzie. Grupa zagrała materiał z najnowszego albumu "Prawda" oraz najsłynniejsze kawałki z poprzednich płyt. Po koncercie była okazja do rozmowy z liderem grupy "Olejem".
To Wasz jedyny koncert w północno-wschodniej Polsce w tym czasie, co się dzieje?
- Niestety nie gra się już tras w ich tradycyjnym rozumieniu. To trwa gdzie tak od 12 lat, gra się pojedyncze sztuki. Ekonomia po prostu.
Dziś w Ostródzie przyszło na Proletaryat wielu młodych ludzi, co nie zdarza się często, na przykład na Armię w tym samym klubie wybrała się raczej zdecydowanie starsza publiczność...
- Jesteśmy już zespołem, powiedzmy, zaawansowanym i mogę tylko się cieszyć jeśli na nasze koncerty przychodzą nastolatki, dzieciaki w wieku mojej córki. Super, bardzo fajnie. To utwierdza nas w przekonaniu, że mamy jeszcze dla kogo grać, że ten przekaz, który generujemy ze sceny do kogoś trafia.
- To ciekawe, bo ostatnio Budzyński (lider Armii) mówił mi, że znajomi jego córki nie wiedzą kim on jest i nie interesuje ich muzyka jego zespołu...
- Nie wiem dlaczego tak było w przypadku Armii. Z naszego punktu widzenia ja się mogę tylko cieszyć, bo to już trzecie pokolenie, które słucha naszego zespołu. To jest dla mnie zaszczyt.
A ile macie "lubię to" na Waszym profilu na Facebook'u?
- Nie wiem, nie mam Facebook'a, nie mam z tym nic wspólnego, także... cenię sobie bardzo prywatność i jakby z tego powodu nie angażuję się w tego typu rzeczy, ale Kacper będzie... Kacper ile mamy na Facebook'u tych... "lubię to"? (pytanie Oleja do siedzącego w pobliżu basisty Proletaryatu)
- Jakieś 3,5 tysiąca, ale to cały czas wzrasta - odpowiedział Kacper.
- Widzisz, Kacper wie, ale dla mnie to jest jakaś świeża sprawa
Ostatnio słyszałem taki komentarz do próby organizacji koncertu Proletaryatu w mieście nieopodal Ostródy, że szkoda czasu, bo się nie sprzedajecie, jak myślisz dlaczego?
- To są jakieś kwestie marketingu. Są fachowcy, którzy sprzedają gwoździe, piwo, jajka, robią jakieś tabelki, badania, statystyki. Ja jestem od tego, żeby przekazywać myśl, ideę, energię, jakąś ekspresję, staram się robić to jak najlepiej. Czasami mi się to udaje, natomiast staram się zawsze zagrać tak samo, niezależnie czy na koncercie jest 20 osób, czy 20 tysięcy. W tym wszystkim chodzi o pewną logikę. Po pierwsze i to jest chyba główny powód, że tej muzy nie ma w mediach. Jedyna stacja radiowa, jaka nas puszcza to Antyradio. Stacje komercyjne nie chcą naszego głosu. Dla nich jest chyba za ciężko, za ostro. Dziwi mnie to bardzo bo renesans muzyki rockowej trwa na zachodzie przynajmniej od 10 lat i bardzo mnie zastanawia, że chociażby efektem domina ten trend nie dotarł tutaj. Dowcip polega na tym, że ta sytuacja ulegnie zmianie. Zresztą obserwujemy po liczbie koncertów, które gramy, w tej chwili gramy we wszystkie weekendy. Od początku roku zagraliśmy 50 czy 60 koncertów, co jest w naszym przypadku bardzo dużo, bo w zeszłym roku zagraliśmy z 20. Jednak jest progres i wydaje mi się, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy.
- Wiesz, bo widząc jak tu w Ostródzie ludzie wpadają niemal w szał podczas "Hej naprzód marsz..." czy śpiewając z Wami "... pokój nam panowie...", to szkoda, że nie można tego zobaczyć w większej skali, przy kilkunastotysięcznej widowni...
- Czasami dobór wykonawców, chociażby na ubiegłorocznym Jarocinie jest bardzo zastanawiający, dlaczego tak, a nie inaczej. Ja już generalnie reprezentuję pokolenie, które odchodzi, są młodzi, grają inną muzę, liczy się dla nich inna temperatura, inna forma przekazu, być może jest tak, że zostało nas już niewielu. Dzisiaj, tak jak zresztą zwróciłeś słusznie uwagę, było sporo młodych ludzi i bardzo mnie ta sytuacja cieszy. To daje taką sympatyczną wizję na przyszłość, że młodzi ludzie też się potrafią zainteresować, tym bardziej dlatego, że większość naszych tekstów jest uniwersalnych, bo nic nie straciły na swojej wartości.
- A widziałeś listę koncertową olsztyńskiego Vadera?
- Nie. W ogóle dawno się z nimi nie widziałem. Z tego co wiem, to z tego starego Vadera tylko Peter został, bo cała reszta to jest już nowy nabór.
- No tak, jakby Peter tego nie ciągnął, to by Vadera już dawno nie było, ale chodzi mi o to, że gdy przeglądałem wykaz koncertów Vadera, zauważyłem, że tam nie ma gdzie wcisnąć przysłowiowej szpilki, tylko, że to nie są koncerty w Polsce. Grają bez ustanku, a na występ w kraju nie ma szans z tego powodu, że są po prostu rozchwytywani od Australii, przez USA, Rosję, Japonię... cały świat...
- No tak, oni grają w Stanach, Meksyku, Japonii, bardzo dobrze. Z jednej strony im zazdroszczę. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że my ze swoim przekazem, swoją muzą, nie jesteśmy w stanie dotrzeć tam, gdzie oni. Chwała im za to, że ten nasz pierwiastek krajowy są w stanie wyeksportować. Zresztą nie tylko oni, jeszcze jeden zespół, no Jezus, jak oni się nazywają...
Na pewno nie Jezus...
- No nie. No z Pomorza... Behemot o.
- To co się stało z Behemotem, to takie bardzo amerykańskie, lider zespołu trafia do popowego programu telewizyjnego...
- I bardzo dobrze.
Czy Proletaryat gra tej chwili, żeby się utrzymać, czy dla przyjemności?
- Udaje nam się łączyć jedno z drugim. To jest tak, żeby robić coś autentycznie, z przekonaniem i zaangażowaniem, trzeba się temu poświęcić i albo się gra, albo się robi coś innego.
Za które utwory ZAIKS najwięcej Wam płaci?
- W związku z tym, że naszych utworów się nie puszcza, ZAIKS nic nam nie płaci. Wyjątek stanowią jeszcze utwory z naszej ostatniej płyty.
25 lat temu byliście w podziemiu i teraz nadal tam tkwicie?
- Czy jesteśmy w podziemiu? Nie jesteśmy w podziemiu, nie reprezentujemy żadnych chorych filozofii, utopii, nie mamy z tym nic wspólnego
rozwińzwiń Sonda
Czy zamierzasz śledzić Euro 2012?

